Mam sporo znajomych z samochodami "premium", wykupionych po krótkich leasingach, o wartości 150-180k i jeszcze nikt nie opowiadał z uśmiechem o sprzedaży takiego auta prywatnie. Kumpel sprzedawał SQ7 od stycznia i sprzedał dopiero teraz jakoś we wrześniu. I to nie o to chodziło o cenę, bo cena była nawet poniżej średniej - po prostu brak popytu, nikt nie dzwonił, nikt nie pytał.
Ja sam rozpoznawczo wrzuciłem moją F30 na 4 miesiące przed końcem leasingu i był mały dramat. Auto wypieszczone, niski przebieg, dwa komplety kół, serwisy robione regularnie, brak szkód, wnętrze jak nowe, a zadzwoniły dwie osoby, ktoś tam wysłał smsa z jakimś ogólnym pytaniem i to tyle. Nikt nie przyjechał na oględziny.
Panuje ogólny konsensus, że samochód jest na szczycie rzeczy, których nie warto uważać za inwestycje i które deprecjonują w zastraszającym tempie, no ale wszyscy tu jesteśmy, bo te samochody po prostu lubimy 😉
i teraz post, że auto X nie straci na wartości, bo znajomy sprzedał i bo research cen ofertowych, za
3...
2...
1... :)))))