Serio. Piszę śmiertelnie poważnie. Może dla Ciebie masaż czy domykanie drzwi to fanaberia. Nie wnikam. Oczywiście można się bez tego obyć, ale np. dla mnie to standard, do którego się przyzwyczaiłem, bo miałem to w ostatnich 4 samochodach BMW. Nawet w E60, która wchodziła na rynek 20 lat temu. Ona miała też Night Vision czy fotele Komfort dlatego tym bardziej nie rozumiem postępowania producenta, który obecnie zrezygnował z wielu elementów, które wyróżniały BMW i sprawiały, że klient czuł, że kupuje i jedzie pojazdem premium. W G60 BMW potrafiło zepsuć nawet swoje legendarne fotele Komfort usuwając możliwość "łamania" pleców. Komu to przeszkadzało? Teraz pewne elementy wyposażenia mają nawet samochody nie uznawane za premium. Jakby role się odwracały - BMW staje się takim Volkswagenem dla gawiedzi, a inne marki wchodzą w rolę zarezerwowaną dotychczas dla segmentu premium. Tyle tylko, że w cennikach tego nie widać. BMW ze swoimi brakami wcale nie jest tanie. Nadal można swobodnie wydać grubo ponad 400tys. zł i nie mieć wielu rzeczy, które miało jeszcze G30 w podobnej cenie. Nie mówiąc o tym, że pewne elementy wyposażenia miały dużo starsze generacje takie jak F10 czy E60. W złym kierunku to zmierza. Z silnikami podobnie. Chociaż być może wkrótce się to zmieni, zobaczymy. Mercedes, któremu siadła sprzedaż, już przebąkuje o możliwości powrotu prawdziwych silników. Bo klienci premium mają w d...e 2-litrowe silniki w aucie za pół miliona, milion lub więcej. Bo nie chcą 3-cylindrówek. Bo bardzo wielu nie chce elektryków. I ja się nie dziwię, bo sam kładąc na stół walizkę kasy oczekuję towaru na odpowiednim poziomie. Niestety, w ostatnim czasie jesteśmy karmieni substytutami i jeszcze nam się wmawia, że to dla naszego dobra. To jest pewnego rodzaju wygaszanie oczekiwań jak chciał Pinokio całkiem niedawno. I ja się temu sprzeciwiam, bo chciałbym mieć wybór. Ktoś kocha zwierzęta i nie chce skór? Proszę bardzo, nie ma problemu. Ale jeśli inny chciałby naturalną skórę to też nie powinien mieć problemów. To samo z silnikami czy z innymi elementami wyposażenia. Chcesz elektryka? Nie ma sprawy, bierz. Ale jak ktoś chce V8 czy V12 to powinien mieć taką możliwość. A nie, że ktoś narzucił przepisy, które nie podobają się klientom i udaje Greka sądząc, że nic się nie dzieje. Zwłaszcza, że wystarczy się przemieścić o ileś tysięcy kilometrów i tam nagle nie ma problemu - dostajesz co tylko chcesz (prawie). Zobaczymy jak się będą sprzedawać elektryki po wycofaniu się wielu krajów z dopłat do elektryków. Ostatnio czytałem o sporym spadku sprzedaży elektryków w ponad 20 krajach (od kilkunastu do kilkudziesięciu % rok do roku). Wydaje mi się, że gdyby to było takie znakomite rozwiązanie to klienci sami by po nie sięgali. Nikt nie musiałby nikogo przymuszać ani kusić dopłatami. Tymczasem nawet z punktu widzenia infrastruktury krajowych sieci energetycznych, większość państw nie jest gotowa na powszechną elektryfikację motoryzacji. Jeśli ktoś nie ma domu z fotowoltaiką to nawet na poziomie gospodarstwa domowego jest w czarnej d...e, bo nawet na nowych osiedlach nie ma w halach garażowych możliwości ładowania elektryków. Biorąc pod uwagę pewne wciąż niezaadresowane problemy z jakimi borykają się elektryki, wiele wspólnot stawia zakazy wjazdu do hal garażowych pojazdom EV (tak jak LPG). A to tylko część problemów. Można o tym dyskutować godzinami.
I nie obraź się, ale zwierzęta i tak będą ginąć. Prawa natury. Zdechną albo ze starości albo zeżre je inne zwierzę albo zabije je człowiek, który lubi jeść kotlety. Nie widzę tutaj problemu, żeby raz na jakiś czas zafundować sobie prawdziwą skórzaną tapicerkę, która jest o wiele trwalsza niż pseudo skóry czy różne dziwne sztuczne materiały. Nowego samochodu przecież nie kupujesz co miesiąc. BTW - w domu zamiast drewnianej podłogi kładziesz plastik albo żwir, żeby nie wycinać drzew? Nie dajmy się zwariować. Rozumiem eko modę itp., ale jest pewna granica, której wolałbym nie przekraczać rezygnując z komfortu czy dobrego samopoczucia. Planetę można zbawiać na tysiące innych sposobów, często dużo korzystniej wpływających na efekt końcowy.
Na koniec jeszcze coś o wadze, o której wspomniałeś. Otóż ma ona znaczenie. Już w G30/F90 masa dobija do 2000kg (ważąc swój pojazd wyszło 1980kg). I to czuć. Czuć, że jest to duża masa. Na zakrętach, podczas hamowania itd. Czuć, że seria 5 nie jest tak lekka i zwinna jak np. seria 3, nie mówiąc o serii 2. A teraz dodaj do tego jeszcze 500-600kg i wyobraź sobie nowe M5 spasione już chyba do granic możliwości. Jeszcze nie jeździłem tym autem, bo mój dealer ma tylko wersję prasową do oglądania i podziwiania. Ale jestem ciekaw jak to się prowadzi. A prowadzi się pewnie podobnie jak seria 7, czyli jak bezwładny czołg. Owszem, samochód wygodny, ale absolutnie nie jest to auto do szaleństw. Zdecydowanie do spokojnej i dostojnej jazdy. Może się mylę, ale nowe M5 to już nie będzie tak zwinne auto do zapierdzielania. To będzie krowa. Tyle tylko, że chyba nie taka była idea M5. I tu mamy kolejny przykład wypaczania fundamentów. W imię czego? W imię niby ekologii i durnych przepisów. Ponadto - to co w założeniu miałbyś oszczędzić dzięki elektryce, wydasz na opony, hamulce czy zawieszenie, bo bez wątpienia te podzespoły przy większej masie będą się zużywały szybciej. I taka to właśnie "ekologia" i nowa "jakość".