Napiszę kilka słow podsumowania mojej "przygody" z serwisem PiM. Czekałem prawie dwa miesiące z napisaniem opinii, żeby mi ktoś przypadkiem nie zarzucił, że piszę to będąc wciąż zdenerwowanym i przesadzam.
Auto z problemem świecącej się kontrolki oleju po nagrzaniu. Prawdopodobnie problem z czujnikiem ciśnienia/pompą oleju/panewkami.
Oddałem auto do serwisu pod koniec kwietnia (28 kwietnia jeśli mnie pamięć nie myli). Dostałem info, że na diagnozę poczekam około tygodnia.
2 tygodnie później sam przedzwoniłem do serwisu z zapytaniem czy jest coś wiadomo. Dowiedziałem się, że została zdjęta misa olejowa i panewki wyglądają ok i trzeba sprawdzić pompę.
No i od tego momentu się zaczęło. Nie chciałem się narzucać, ale myślę, że jeden telefon na tydzień czy dwa nie wykracza poza dobre maniery i nie można nazwać tego nękaniem. Konsekwentnie do samego końca czerwca (czyli 2 miesiące od oddania auta!) byłem zbywany (a bo długi urlop i nie miał kto robić, a bo nie wiadomo i gadają z ludźmi z ASO). Pod koniec czerwca, tracąc już resztki cierpliwości rozmawiając przez telefon, w końcu dostałem diagnozę - do wymiany jest pompa. Pan, który mnie obsługiwał miał mi wysłać na maila oferty pomp, które powinienem zamówić i dostarczyć do zakładu. Czekałem na maila dzień, drugi, trzeci, piąty. Kilka kolejnych telefonów i kolejne walenie ściemy - mail na pewno został wysłany, ale to do mnie coś nie doszło, trzeba sprawdzić spam. Ponoć mail wysłany dwa razy i nie doszedł (co za przypadek, chyba zacznę grać w totka z takim szczęściem). W ostatnim tygodniu lipca w ogóle przestano odbierać moje telefony!
Wnerwiony na maksa pojechałem do warsztatu. Już nawet nie chciałem naprawy, chciałem odebrać samochód. Ale co za przypadek - auto cały czas stało ze zdjętą misą i nie można mi go wydać w takim stanie.
Widząc moje zdenerwowanie Pani z recepcji poleciała po kogoś z hali - pojawił się Pan Marcin - naprawdę szczerze mu się kłaniam - w przeciwieństwie do Pana i Pani z recepcji, którzy znają się tylko na ciśnięciu kitu i mówieniu "nie wiadomo" okazał pełny profesjonalizm.
Po wyjaśnieniu sprawy przyznał mi rację i obiecał ogarnąć sprawę maili. Dzięki niemu mail przyszedł następnego dnia (ciekawe, że tym razem nie bylo problemu!). Ostatecznie nową pompę opłaciłem chyba w ostatnią środę lipca z informacją, że powinna dojść najpóźniej na początku przyszłego tygodnia (czyli to już 3 miesiące od oddania auta!).
Myślałem, że teraz już temat ruszy, ale jak się okazało byłem głupi. Około tydzień później (11 sierpnia) wysłałem zapytanie co z pompą. Kolejny zbieg okoliczności! Dojdzie dopiero za kilka dni! Widząc co się dzieje zacząłem dzwonić częściej, standardowo znów telefon był ignorowany. Kolejny raz wizyta na miejscu i zapewnienia, że samochód jeszcze dziś trafi na halę. I tak przez 2 tygodnie. Kolejne telefony, których nikt nie odbierał.
Ostatecznie dodzwoniłem się. Kolejny raz Pani (bo z Panem który miał ogarniać auto ostatni raz rozmawiałem w czerwcu nie licząc 2 minut spotkania w lipcu w celu uiszczenia opłaty za pompę) cisnęła kit, że auto już czeka przed wjazdem na halę. Nie miałem już ochoty w ogóle dyskutować, powiedziałem tylko, że jeśli auto nie będzie do odbioru do końca tygodnia, to będzie się z nimi kontaktował prawnik. No i Pani recepcjonistka ponownie pobiegła na halę i pojawił się Pan Marcin - ponownie nisko się kłaniam.
Pamiętał o temacie maili z lipca. Przyznał, że to jakaś kpina ze strony warsztatu i postanowił przejąć temat od swojego nieudolnego kolegi. Dzwonił codziennie mówiąc co zostało zrobione itp. Ostatecznie wystarczył tydzień, by auto było sprawne! Auto odebrałem w okolicach pierwszego tygodnia września.
Tak więc podsumowując:
1. Auto stało w warsztacie 4 miesiące! I złego słowa bym nie powiedział, gdyby tego wymagała naprawa, ale to było najzwyklejsze walenie ściemy.
2. Przez ten czas nikt nie zaglądał do wnętrza - po odbiorze obowiązkowo musiałem wyczyścić wnętrze wraz z układem klimatyzacji - auto stało pod chmurką, więc dosłownie gotowało się w środku bez dostępu świeżego powietrza.
3. Po odbiorze auta ledwie wyjechałem z warsztatu - ze względu na testy (nagrzewanie silnika itp) limit kilometrów pokazywał 4. Musiałem zaparkować zaraz za bramą i lecieć z kanistrem na stację benzynową. Ale powiedzmy, że nie będę się o to czepiał, bo nie pamiętam ile było zalane w momencie oddawania auta.
4. Osoby z recepcji to mistrzowie w ściemnianiu, przez całe 4 miesiące chyba nie udało im się nie skłamać podczas rozmowy.
5. Jedyny pozytywny akcent to Pan Marcin, który naprawdę ogarnął temat tak, jak powinien być ogarnięty od samego początku. Naprawdę szacun.
6. Nie licząc kontaktu z Panem Marcinem, absolutnie nie było pojedyńczego telefonu ze strony recepcji by mi coś przekazać - za każdym razem, by się czegoś dowiedzieć to ja musiałem dzwonić. edit: dwa wyjątki. Raz Pani powiedziała, że musi się dowiedzieć jak wygląda sytuacja, po czym oddzwoniła, że nie wie i mam dzwonić jutro. Drugi telefon otrzymałem z informacją, że auto jest do odbioru.
Wiecie co jest najgorsze? Że ludzie z recepcji mają głęboko twoje zdenerwowanie i kolejne opóźnienia, człowiek traci czas i nerwy, a oni kłamią prosto w oczy i nic sobie z tego nie robią. Co najgorsze nawet jeśli udowodni im się, że kłamią, to nic sobie z tego nie robiąi dalej cisną kit - to słynne "to nie jest moja ręka!". Zastanawiam się jakie trzeba mieć braki najzwyklejszej przyzwoitości, żeby przez tydzień codziennie komuś mówić, że jego auto już zaraz, już za moment będzie do odbioru.
Pojechałem do tego serwisu wiedząc, że sporo zapłacę, ale chciałem mieć wykonaną naprawę na najwyższym poziomie - tematy olejowe to nie żarty. Skończyło się na wysokich kosztach, gigantycznej ilości straconych nerwów, tragicznej obsłudze.