dziś jechałem spokojnie po mieście, nagle coś tompnęło w silniku, samochód się wkręcił na 6 tys. z rury poszedł taki dym, że po chwili ludzie wezwali straz pożarną. a najgorsze, ze po natychmiastowym zatrzymaniu, wylaczeniu zaplonu i wyjeciu kluczyka samochod przez kolejne kilka minut wyl na obrotach i potwornie dymil na bialo. nastepnie zgasl i wtedy pojawila sie para spod maski. ma ktos jakis pomysl, co sie stalo i czy bez remontu silnika jeszcze gdzies tym pojade? :jawdrop: