Ja natomiast kiedyś odwoziłem towarzystwo osobówką po sylwestrze... 20 kursów po 40 km... :) ostatnim kursem zobaczyłem wielkiego jak TIR JEŻA idącego w poprzek ulicy... stwierdziłem że wystarczy :). Zgadzam się z przedmówcami. Dla mnie najlepszy sposób to 15 minut snu lub choćby posiedzenia z zamkniętymi oczami... potem mogę jechać i 300km bez znużenia. Najciekawsze jest to, że mam tak zawsze, czy w dzień czy w nocy po przejechaniu 100km... odpoczynek i mogę 500 strzelać już bez odpoczynku. Nazywam to stukilometrówką moją :)